sobota, 27 sierpnia 2011

niemożliwość.



łiii. w końcu zakupy.
uwielbiam to.
nie ma nic wspanialszego.
i love. <33

z siostrą. ;*




Stałam na krawędzi dachu. Płuca wypełniłam oddechem wiatru. Oparłam się na nim. Delektując wolnością, leciałam. Dzieliłam radość z ptakami. Chciałam je dogonić. Wzbić się. Odlecieć, poza horyzont. Tam, gdzie słońce rozpoczyna swą wspinaczkę. Przed siebie. Bez celu. Z zachwytem. By czuć na ciele powiew marzeń. Niezwykłych, nieprawdopodobnie pięknych, utopijnych, niemożliwych... Otworzyłam oczy. Słońce przyklejone do okna, ogrzewa moją twarz. Mimo to ciało oblał zimny pot niemożliwości, braku wiary, pytań... Dlaczego? Dzierżę dusze w materialnym grobie. Wypełniając ją próżnymi myślami. A ona robi się pusta. Po cichu zagłuszam jej zmysły. Brak mi wiary. Dlaczego?! Przecież wystarczy uwierzyć w niemożliwość, nieprawdopodobieństwo, niezwykłość. I czekać. I wsłuchać się. W ciszę. I słyszeć. Ciche cuda zlatujące z nieba. Tak, by zwykłym było niezwykłe, kochając, zaufać wierze. I nie myśleć. "Myślenie zabija poznanie", wiarę, zmysły duszy... I wzbić się, by dotknąć marzeń.












2 komentarze:

  1. zakupy. < 33
    lubie ten cytat. podoba mi się. ;-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Te pamiętne zdjęcia.;d Śliczna.:)

    OdpowiedzUsuń